Moje życie przypomina ostatnio labirynt. W którą stronę nie pójdę i tak nic to nie zmieni, bo albo wracam do punktu wyjścia, albo jeszcze bardziej się gubię. Przypomina też karuzelę, która kręci się tak szybko, że dostaję zawrotów głowy i chcę z niej zejść. Gdy patrzę w swoją przyszłość, widzę czarną dziurę. Nie potrafię sobie wyobrazić swojego życia za kilka lat. Wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje.
Przyjaciółka mnie przeprosiła. Przyznała, że nasze relacje pogorszyły się z jej winy. Dzięki temu przestałam odczuwać z jej strony toksyczność. Umiem też już, patrzyć na jej czyny i słuchać jej słów z obiektywnym dystansem. Nie wiem czy nadal jest Przyjaciółką przez duże P. Nauczyłam się jednak dzięki niej, że w życiu nie można ograniczać zaufania do jednej osoby, bo kiedyś przyjdzie taki dzień, że tej jednej osoby nie będzie i nie będzie nawet komu powiedzieć o najważniejszych sprawach. I ja miałam wiele takich dni. Teraz jednak wiem, że ich potrzebowałam.
Dowiedziałam się, że R. przestał pić. I choć podobno alkoholikiem jest się przez całe życie, to fakt jego obecnej abstynencji, podniósł mnie na duchu. Nie umiem się modlić, ale właśnie o to się modliłam od dawna. Cuda się zdarzają.










