środa, 11 listopada 2009

Mood swing.




Moje życie przypomina ostatnio labirynt. W którą stronę nie pójdę i tak nic to nie zmieni, bo albo wracam do punktu wyjścia, albo jeszcze bardziej się gubię. Przypomina też karuzelę, która kręci się tak szybko, że dostaję zawrotów głowy i chcę z niej zejść. Gdy patrzę w swoją przyszłość, widzę czarną dziurę. Nie potrafię sobie wyobrazić swojego życia za kilka lat. Wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje.


Przyjaciółka mnie przeprosiła. Przyznała, że nasze relacje pogorszyły się z jej winy. Dzięki temu przestałam odczuwać z jej strony toksyczność. Umiem też już, patrzyć na jej czyny i słuchać jej słów z obiektywnym dystansem. Nie wiem czy nadal jest Przyjaciółką przez duże P. Nauczyłam się jednak dzięki niej, że w życiu nie można ograniczać zaufania do jednej osoby, bo kiedyś przyjdzie taki dzień, że tej jednej osoby nie będzie i nie będzie nawet komu powiedzieć o najważniejszych sprawach. I ja miałam wiele takich dni. Teraz jednak wiem, że ich potrzebowałam.

Dowiedziałam się, że R. przestał pić. I choć podobno alkoholikiem jest się przez całe życie, to fakt jego obecnej abstynencji, podniósł mnie na duchu. Nie umiem się modlić, ale właśnie o to się modliłam od dawna. Cuda się zdarzają.

wtorek, 27 października 2009

Wspomnienia, które wracają.

To wraca mimo woli. Mimo tego, że obiecywałam, że nigdy nie będę już o tym myśleć, a już na pewno, że nigdy nie napiszę o tym na blogu... O ja głupia. Nie warto sobie obiecywać takich rzeczy, skoro z góry wiadomo, że się tę obietnicę złamie... Ciężko mi...





















Jonasz Kofta - "Gdzie jesteś?"

Gdybym mógł to przeżyć jeszcze raz, od nowa
Nie mogłam zostać, to zbyt szybko przyszło
Nie powiedziała ani słowa
Tak mało było czasu do namysłu
Miała rację, ale tak się nie odchodzi
Nie mogłam, nie mogłam inaczej
Widać nigdy mnie naprawdę nie kochała
Nic nie zrobił, żebym mogła wybaczyć

Gdzie jesteś?
Gdzie jesteś?
Czy spotkam cię kiedyś?
Czy droga ma przetnie się z twoją?
Idziemy ku sobie
Idziemy od siebie
Tęsknoty się dwoją i troją
Gdzie jesteś?
Gdzie jesteś?
Daleko odeszłaś
Daleko odszedłeś ode mnie
Idziemy ku sobie
Idziemy od siebie
Nie wiemy, czy nie nadaremnie

Powinienem pobiec za nią w dół po schodach
Dlaczego nie została mimo wszystko
Jak mogła odejść tak bez słowa
Tak mało było czasu do namysłu
Przecież wie, że jest jedyną, którą kocham
Czy mogłam, czy mogłam inaczej
Gdyby można zacząć jeszcze raz, od nowa
Gdyby można było wszystko wytłumaczyć




poniedziałek, 19 października 2009

Ludzie, których podziwiam cz. 1


R.
R. jest alkoholikiem. Ktoś by pomyślał: "jak można podziwiać alkoholika?!". Wydaje się, że alkoholicy zasługują tylko na pogardę, a niektórzy sądzą, że są chorzy tylko na własne życzenie. Ba! Są i tacy, którzy uważają, że alkoholizm to nie choroba. Może i racja. Ale są przynajmniej dwa typy alkoholików, a R. jest "alkoholikiem myślącym". Mogę nawet powiedzieć, że R. myśli tak doskonale, jak nie myśli nikt i za między innymi za to właśnie myślenie go podziwiam.

R. nie jest moim przyjacielem. Mamy za sobą (nieudaną) próbę miłości, która wyklucza przyjaźń. Łączy nas coś w rodzaju "Ponadprzyjaźni", czy też związku dusz. Rzadko ze sobą rozmawiamy, a jeśli już to o banalnych rzeczach, a mimo to dobrze się znamy. Niektóre rzeczy wie o mnie tylko R .(nie wiedząc o tym, że je wie...). Bo R. jest kimś wyjątkowym. Tym kimś. Tym jedynym. Tą bratnią duszą, której się szuka. Ale nie drugą połówką, mimo wszystko.

R. niczego nie udaje. Jest tym, kim jest. Nie umie kłamać. Jest sobą. Wciąż szuka sensu, tak jak ja. Mówi mądre rzeczy używając prostych słów. Rozumie więcej niż inni. Widzi więcej niż inni. Ma w sobie coś z dziecka. Jest wrażliwy i tej wrażliwości się wstydzi, to jego główna wada. Ma duszę artysty, ciągle niespokojny, zamyślony i smutny. Jego smutek jest dla mnie inspiracją. Jego smutek daje do myślenia i jest zaraźliwy. Jego smutek jest jego nałogiem, a jego nałóg jest jego smutkiem.

R. nie wie, że go podziwiam. Może jednak powinien wiedzieć...



czwartek, 8 października 2009

















 Czy od miłości można się odzwyczaić? Czy kiedyś przychodzi taki dzień kiedy przestajemy tak po prostu tęsknić za ciepłem, uznaniem i poczuciem bezpieczeństwa oraz oswajamy się z samotnością? Ponoć do wszystkiego człowiek jest w stanie przywyknąć.

Dzień zaczynam od tostów i kawy. Później cały dzień biegania po mieście, wieczorem ewentualnie nauka i padam ze zmęczenia. Zasypiam szybciej lub wolniej, nie zastanawiając się nad tym gdzie obecnie może być moja druga połówka. Ostatnio zaczęłam zauważać, że samotność jest dla mnie rzeczą tak zwyczajną, że już mnie nie dziwi i coraz mniej przeraża. Ewidentnie nie wróży to dla mnie dobrze. W związku z początkiem roku akademickiego coraz rzadziej jestem tak naprawdę sama - współlokatorzy wrócili i teraz zawsze ktoś jest obok. W porównaniu do wakacji, otacza mnie tłum ludzi i wystarcza mi to, że są. Każdy z nich ma co prawda swoje sprawy i raczej nie zauważa szczególnie mojej obecności, ale ja zauważam ich. Przynajmniej jest się do kogo odezwać.
Kiedyś umiałam marzyć. O tak! Ze wszystkich rzeczy na świecie, to wychodziło mi najlepiej. Teraz już nie umiem, bo życie mnie nauczyło, że jeśli się zbyt rozmarzę, to za każdym razem dostaję porządną nauczkę i kubeł zimnej wody. Oczywiście czasami jeszcze mi się to zdarza, ale zazwyczaj na marzeniach się kończy. Ciężkie czasy dla marzycieli.
Tak czy inaczej, nie chcę przyzwyczajać się do samotności, ale to właśnie się dzieje. Chcę umieć marzyć, ale odganianie rozmarzonych myśli stało się moim odruchem bezwarunkowym.

poniedziałek, 21 września 2009

Prawdziwa mieszanka.



Gdybym miała wypisać swoje wady, brak asertywności byłby na pierwszym miejscu. Trudno sobie nawet wyobrazić, jak ta cecha może utrudniać życie. Pozwalam sobie wchodzić na głowę każdemu. Właściwie to tylko Przyjaciółce umiałam mówić o tym, czego naprawdę chcę, ale jeśli już to robiłam, to ona uważała to za arogancję. Z tego powodu, w każdych innych relacjach międzyludzkich, uważałam, że jeśli powiem "tak", w momencie kiedy chcę powiedzieć "nie", tylko dlatego, że ktoś chce usłyszeć to "tak", to zachowam się lepiej. To takie pójście na łatwiznę, mówiąc bez ogródek. Łatwo powiedzieć "tak", ale później trzeba robić rzeczy, których się tak naprawdę zrobić nie chce. Mogłabym tu wymienić całą listę takich przypadków z własnego doświadczenia. 

Asertywność=dojrzałość

Moje wakacje dobiegają końca. I mimo, że były to naprawdę najgorsze wakacje w moim życiu, to w moim charakterze zaszły ogromne zmiany. Dojrzałam (wreszcie!). Zrozumiałam, że każdy żyje swoim życiem i tak naprawdę jest może 3 osoby na które zawsze mogę liczyć. Właściwie, to najlepiej żyć według zasady, że "jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie". Doświadczyłam tego, jak samotność zabija. Ale ta właśnie dosłowna samotność, kiedy to w promieniu 100 metrów nie było nikogo, pozwoliła mi przemyśleć wiele spraw i dojść do wielu (chyba mądrych) wniosków. Dzięki tej samotności, przeszłam autoterapię duszy. I choć teraz obawiam się, czy będę umiała rozmawiać z ludźmi tak, jak dawniej (nota bene z wieloma osobami miałam świetny kontakt, ale ulotniły się z dniem rozpoczęcia wakacji) to jest mi łatwiej oddychać. Teraz już wiem, że warto odmawiać, jeśli chce się odmówić. Warto mówić o swoich uczuciach. 

"lubię tęsknić
wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
w usta otwarte chwytać
zapach zmarznięty
lubię moją samotność
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo
miłość moją
idącą boso
po śniegu"




Poznałam ośmioletniego chłopca chorego na ADHD. Rozwydrzony, rozpieszczony i niegrzeczny. Oprócz wielu wad, ma (co najmniej jedną) wspaniałą zaletę - mówi o tym, co czuje i czego chce. Dzieci mają tę właśnie cechę, że od urodzenia okazują swoje uczucia i posiadają jakiś wewnętrzny radar wyczuwający uczucia innych. To takie naturalne i takie cudowne. Nie zabijajmy w sobie tej dziecięcości ,z którą się rodzimy. Pozwólmy sobie na dziecięcą spontaniczność.
Spotkałam też dorosłego chłopaka, cierpiącego na chorobę sierocą. Zanim zobaczyłam jak się kołysze na wszystkie strony i obejmuje własnymi rękoma, tak aby samemu się przytulić i samemu dać sobie odrobinę ciepła i miłości, myślałam, że ta choroba to mit. Patrząc na niego po moim policzku popłynęła łza. Ile zła jest na świecie. Jakie życie bywa okrutne i niesprawiedliwe. Przeżyłam wewnętrzne katharsis.  

środa, 16 września 2009

Carpe Diem!

Kilka ładnych lat temu dostałam na urodziny pięknie pachnącą świeczkę. Postanowiłam zachować ją na specjalną okazję i mam ją do dziś, bo przez te wszystkie lata nie było ani jednej okazji, żeby ją zapalić. Stoi nadal na półce i czeka już tak długo, że przestała pachnieć i zmieniła kolor. Czy warto były nie zapalać jej przez tyle lat, skoro teraz nie ma już swoich pierwotnych właściwości i jest tylko przedmiotem, którego kopię można na pewno gdzieś kupić...?

Z moich śródziemnomorskich wakacji przywiozłam butelkę dobrego czerwonego wina, oczywiście na specjalną okazję. Stoi już kilka miesięcy, a okazji jak nie było tak nie ma...

Jakiś rok temu kupiłam sobie perfumy. Nie były drogie, ale ich zapach jest moim ulubionym, więc je oszczędzam, oczywiście na specjalne okazje. Ekhm.. wciąż mam prawie całą buteleczkę...

Czy na tym ma polegać życie? Na ciągłym czekaniu na specjalne okazje? Na odmawianiu sobie drobnych przyjemności, tylko dlatego, że jutro może wydarzyć się coś ważniejszego i lepiej z tymi przyjemnościami do jutra poczekać? Przecież jutra może nie być.

Używaj ulubionych perfum!
Pij z ulubionych kieliszków!
Traktuj każdy dzień wyjątkowo i ciesz się nim!
Módl się o to, co dla Ciebie ważne!
Nie bój się mówić innym, że ich kochasz!
Chwytaj dzień!
Żyj tak, jakby jutra miało nie być!

Zaczynam od dziś. Zapalę zachowaną przez tyle lat świeczkę, wypiję trochę wakacyjnego wina z ulubionego kieliszka, użyję swoich perfum. Koniec czekania na okazję!


poniedziałek, 14 września 2009

Niespełnione marzenia




Kiedyś Cię znajdę. To nie będzie miłość od pierwszego wejrzenia, ale pewnego dnia spojrzysz na mnie i będę po prostu wiedzieć, że to Ty. Będziesz umiał na mnie pięknie patrzeć.
To nie będzie miłość idealna. Oboje będziemy mieć przecież wady i zalety, które będą stanowić wystarczającą całość do tego, żeby się bardzo kochać.
Będziemy się uzupełniać i wypełniać swoje życia tak, że w pewnym momencie będą stanowić jedno życie. Będziemy żyć ze sobą i dla siebie.
Dasz mi kwiaty, tak bez okazji. Zbierzesz je dla mnie i mi je dasz. A ja je zatrzymam, aż zaschną, mimo że babcia mi zawsze mówiła, że kwiatów od ukochanego się nie zasusza, bo miłość schnie. Nasza miłość nie uschnie, lecz będzie kwitnąć każdego dnia.
Zabierzesz mnie wieczorem na spacer nad Wisłę i razem będziemy liczyć gwiazdy. Pocałujesz mnie, a ja będę czuła motylki w brzuchu i widziała maleńkie iskierki nad naszymi głowami.
Nauczę się dla Ciebie gotować i będę o Ciebie dbać. Będziemy razem spędzać długie zimowe wieczory i chorować na grypę.
Wszystko zrobię z Tobą po raz pierwszy. Obejrzymy razem najlepsze filmy i będziemy słuchać najlepszej muzyki. Będę czuła się przy Tobie bezpiecznie i będę Ci ufać. Powiem Ci o wszystkich moich tajemnicach i - jako jedynemu - o tym blogu.
Razem odnajdziemy sens...