piątek, 4 lutego 2011

Silence surrounds you and holds you


Dlaczego to nie może być takie proste? Że ludzie spotykają się, poznają się i zakochują? Tak po prostu. A potem żyją długo i szczęśliwie. Dlaczego zanim znajdziemy swoją drugą połówkę, trafiamy na połówki kogoś innego? Czasami myślę, że mojej połówki już nie ma, albo że jest gdzieś na drugim końcu świata. 

środa, 26 stycznia 2011

O Sary na randki chodzeniu...


Sara przekonała się już nie raz, że na randki chodzić nie umie. Co prawda wielkiego doświadczenia w tym względzie nie ma, ale ostatnio jakiś randkowy Sara-boom nastał. Randki Sary w większości przypominają rozmowy kwalifikacyjne o pracę i wierzcie mi albo nie, ale gdyby prawdziwe rozmowy Sary o prace przebiegały tak błyskotliwie jak te randkowe, to Sara byłaby obecnie prezesem banku lub kimś innym, w każdym bądź razie kimś ważnym i dobrze zarabiającym. Niestety na prawdziwym interview Sara traci tę błyskotliwość. Co więcej oprócz zbędnej błyskotliwości, Sara wykazuje się na randkach ciamajdowatością i żenującym roztargnieniem. Mimo najszczerszych chęci bycia punktualną, spóźnia się na nie. A to wsiądzie w zły autobus, a to gubi się w przejściu podziemnym, a to myśli sobie "co się będę śpieszyć, faceci zawsze się spóźniają", po czym okazuje się, że ten akurat facet był nawet przed czasem i sterczał w wyznaczonym miejscu dłużej niż powinien... Wcześniej Sara porównywała wszystkie randki, do tych idealnych, najidealniejszych, z Panem Najidealniejszym... Teraz już wyleczyła się z tej  strasznej przypadłości, ale i tak nie jest dobrze. Tak czy siak, trening czyni mistrza. Sara spróbuje metody małych kroczków. Pierwszy ma już za sobą.


piątek, 21 stycznia 2011

We are only made of moments, shooting stars with dreams within...

 
Nie waż się teraz przychodzić mi na myśl.
Zgaszę każdy przebłysk Ciebie w mojej świadomości.
Już umiem.

***

Sesyjnie, więc znowu myślę o rzeczach wybitnie nie-sesyjnych.

Denerwuje mnie grzejnik w moim pokoju. Brzydki jest. Muszę go czymś zasłonić.
I bardzo nie lubię litery 'ą'.

Włączam muzykę. Głośno. Zagłuszam nią śmiechy-chichy zza ściany, gdyż jest to rodzaj śmiechów-chichów, których znieść już dłużej nie mogę i nie chcę.

Zapalam świeczkę. Tak żeby milej było.

***

Ktoś całkiem obcy, powiedział mi że tego co zrobiła mi Przyjaciółka, nawet nie da się opisać słowami. Zgadzam się, nie da się. Myślałam, że kiedyś podejmę próbę i tutaj o tym napiszę, ale rzeczywiście to nie możliwe. Brak słów lepiej to wyrazi niż jakiekolwiek słowa.
Ale już się podniosłam. Moje mięśnie są silniejsze. Jeśli znowu upadnę przez kogoś, to będzie mi łatwiej wstać. Ona pewnie by powiedziała, że powinnam jej jeszcze za to dziękować.


środa, 5 stycznia 2011

Deep beneath the cover of another perfect wonder



O Nim.

Już nie sprawdzam poczty w nadziei, że znajdę tam skrawek Ciebie. Już nie szukam w tłumie Twojej twarzy. Przestałeś być moją ostatnią myślą przed snem i pierwszą po przebudzeniu. Nie ma już naszych piosenek, naszych słów i naszych miejsc. I wiesz co? Cholernie mi z tym dobrze. 

O przyjaźni.
Przyjaźń między dwoma kobietami - zawiodłam się, nie wierzę w nią już. Kobiety są zazdrosne, wredne i nieszczere. Większość z nas to egoistki niezdolne do przyjaźni. A tak bardzo chciałam w nią wierzyć...

Przyjaźń między kobietą i mężczyzną - kiedyś bym powiedziała "no way!" albo "mission impossible", ale teraz wydaje mi się ona i tak bardziej prawdopodobna niż prawdziwa przyjaźń dwóch kobiet. Choć nie miałam w życiu szczęścia i do tego rodzaju relacji...

Przyjaźń między facetami - według mnie jedyny możliwy i prawdziwy rodzaj przyjaźni. Wspólne chodzenie na piwo, gry komputerowe i inne męskie zainteresowania to coś, co tą przyjaźń gruntuje. Dla kumpli facet zawsze ma czas.

O Bogu.

Chcę w Niego wierzyć. Chcę mieć czas na prawdziwą modlitwę. Chcę umieć się modlić. W tym całym zgiełku codzienności, w tym świecie gdzie nikomu nie można ufać, a ja nie mam na kogo liczyć, Bóg jest mi bardzo potrzebny. Chcę wierzyć w to, że ja również jestem potrzebna Bogu.

poniedziałek, 13 grudnia 2010


Czasami trzeba popełnić błąd, żeby zrozumieć jak źle jest z nami. Popełnić błąd i uświadomić sobie, że był błędem. Od kiedy powiedziałam na głos, że on jest mój - a tak naprawdę mój nie jest - zrozumiałam, że on już nigdy mój nie będzie. Zadrżałam z przerażenia. Zrozumiałam w jakiej ułudzie żyłam. Teraz nie mam już tych złudzeń. Wiem, że było ze mną źle. Nikt normalny, nie mówi że jest z kimś, jeśli tak naprawdę z nim nie jest, a tym bardziej jeśli nie widział go tyle czasu ile ja nie widziałam jego. Czy teraz jest dobrze? Nie wiem. Ale inaczej patrzę na swoje życie. Przeczytałam gdzieś, że kiedy facet kocha kobietę, z którą nie może być zalicza każdą inną by o niej zapomnieć. Kobieta zaś odstrasza każdego innego mężczyznę, gdy ten jedyny jest nieosiągalny... Ja odstraszałam. Ale nie chcę już odstraszać. On nie jest mój. Nigdy nie był. I nigdy nie będzie. Koniec. Kropka.


czwartek, 11 listopada 2010

Panie Boże, spraw żebym zmądrzała...


To taki dzień, gdy idę spać nie myjąc zębów. Bo jest mi totalnie wszystko jedno czy będą zdrowe i białe, czy brzydkie i popsute. Wcinam tony czekolady, śledzi, czipsów, ogórków kiszonych, fistaszków, mleka w proszku i innych zupełnie do siebie nie pasujących rzeczy. I wiesz co? Nie czuje się ani lepiej, ani (o dziwo) gorzej. Oglądam jakiś film. Wszystko jedno jaki. Im głupszy tym lepszy. Ważne, że coś do mnie gada. I tak się na nim nie skupiam. Odpływam gdzieś myślami i tyle. Zastanawiam się nad swoim popapranym życiem. Ile razy sprawdzałam pocztę mając nadzieję, że zobaczę na niej to, co chcę zobaczyć? Milion. Ile razy nic nie zobaczyłam? Dokładnie tyle samo.
Żyję sobie w dziwnej rutynie. Mam już tej rutyny dosyć. Kiedyś Ty przyszedłeś, skomplikowałeś moje życie i było mi lepiej. Wybiłam się z rutyny choć na chwilę. Co było potem? ... Czy było warto? ... 
Teraz siedzę sobie i walczę z wyrzutami sumienia. Podrywał mnie natrętny facet. Zapytał czy mam chłopaka. Powiedziałam, że mam Ciebie. Nienawidzę się za to. Jak mogłam tak skłamać? Dlaczego to musiało być kłamstwo z Tobą w roli głównej !? I dlaczego teraz piszę tu o tym zwracając się do Ciebie!? 
Mogę mówić never again a to i tak się powtórzy.

piątek, 5 listopada 2010

Nieznośna lekkość myśli

Wiesz co? Marzę o tym, żeby wstać rano za wcześnie, żeby mieć czas nas kawę, porządne śniadanie i gazetę. Tak sobie siedzieć, wyglądać przez okno i patrzeć jak budzi się miasto. Marzę o tym, żeby wzruszyć się przy jakiejś książce i czytać o wszystkim tym, co mnie interesuje. Uwielbiam czytać, bardziej pasjonującej rzeczy człowiek nie mógł wymyślić. Uwielbiam czytać, bo na prawdziwe czytanie nie mam czasu. 
Czasami lubię zastanawiać się nad dziwnymi rzeczami. Np. co dzieje się jak jest zmiana czasu? o której odjeżdżają pociągi i odlatują samoloty mające w rozkładzie odjazd czy wylot o 2:00?
Lubię też zastanawiać się nad rzeczami oczywistymi, takimi które są wokół mnie od zawsze. Jadąc metrem zastanawiam się, o czym teraz myślą ludzie siedzący obok mnie. Czasem patrzę na ich miny i z ich twarzy próbuję wyczytać ich myśli.
Uwielbiam gotować. Kocham nawet! Szczególnie w nocy. Gotuję i patrzę na światła za oknem, obserwuję samochody i puste tramwaje. Zaczynając pisanie tego bloga, gotowanie było dla mnie czarną magią. Teraz jest jednym z najbardziej fascynujących zajęć.
Ostatnio lekarz zapytał mnie co mnie relaksuje, gdyż żyję w dużym stresie i relaksu potrzebuję jak ryba wody. A więc piątkowy wieczór mnie relaksuje. Dlaczego? Dlatego, że jest piątkowym wieczorem. Jutro śpię dłużej. A może wstanę wcześniej, zejdę do sklepu po świeże bułki, zrobię sobie pyszne latte i poczytam gazetkę? Jeżeli marzenia same się nie spełniają, to trzeba im pomóc ;)
It's Friday night. I'm all alone. I need you. Now.