poniedziałek, 13 grudnia 2010


Czasami trzeba popełnić błąd, żeby zrozumieć jak źle jest z nami. Popełnić błąd i uświadomić sobie, że był błędem. Od kiedy powiedziałam na głos, że on jest mój - a tak naprawdę mój nie jest - zrozumiałam, że on już nigdy mój nie będzie. Zadrżałam z przerażenia. Zrozumiałam w jakiej ułudzie żyłam. Teraz nie mam już tych złudzeń. Wiem, że było ze mną źle. Nikt normalny, nie mówi że jest z kimś, jeśli tak naprawdę z nim nie jest, a tym bardziej jeśli nie widział go tyle czasu ile ja nie widziałam jego. Czy teraz jest dobrze? Nie wiem. Ale inaczej patrzę na swoje życie. Przeczytałam gdzieś, że kiedy facet kocha kobietę, z którą nie może być zalicza każdą inną by o niej zapomnieć. Kobieta zaś odstrasza każdego innego mężczyznę, gdy ten jedyny jest nieosiągalny... Ja odstraszałam. Ale nie chcę już odstraszać. On nie jest mój. Nigdy nie był. I nigdy nie będzie. Koniec. Kropka.


czwartek, 11 listopada 2010

Panie Boże, spraw żebym zmądrzała...


To taki dzień, gdy idę spać nie myjąc zębów. Bo jest mi totalnie wszystko jedno czy będą zdrowe i białe, czy brzydkie i popsute. Wcinam tony czekolady, śledzi, czipsów, ogórków kiszonych, fistaszków, mleka w proszku i innych zupełnie do siebie nie pasujących rzeczy. I wiesz co? Nie czuje się ani lepiej, ani (o dziwo) gorzej. Oglądam jakiś film. Wszystko jedno jaki. Im głupszy tym lepszy. Ważne, że coś do mnie gada. I tak się na nim nie skupiam. Odpływam gdzieś myślami i tyle. Zastanawiam się nad swoim popapranym życiem. Ile razy sprawdzałam pocztę mając nadzieję, że zobaczę na niej to, co chcę zobaczyć? Milion. Ile razy nic nie zobaczyłam? Dokładnie tyle samo.
Żyję sobie w dziwnej rutynie. Mam już tej rutyny dosyć. Kiedyś Ty przyszedłeś, skomplikowałeś moje życie i było mi lepiej. Wybiłam się z rutyny choć na chwilę. Co było potem? ... Czy było warto? ... 
Teraz siedzę sobie i walczę z wyrzutami sumienia. Podrywał mnie natrętny facet. Zapytał czy mam chłopaka. Powiedziałam, że mam Ciebie. Nienawidzę się za to. Jak mogłam tak skłamać? Dlaczego to musiało być kłamstwo z Tobą w roli głównej !? I dlaczego teraz piszę tu o tym zwracając się do Ciebie!? 
Mogę mówić never again a to i tak się powtórzy.

piątek, 5 listopada 2010

Nieznośna lekkość myśli

Wiesz co? Marzę o tym, żeby wstać rano za wcześnie, żeby mieć czas nas kawę, porządne śniadanie i gazetę. Tak sobie siedzieć, wyglądać przez okno i patrzeć jak budzi się miasto. Marzę o tym, żeby wzruszyć się przy jakiejś książce i czytać o wszystkim tym, co mnie interesuje. Uwielbiam czytać, bardziej pasjonującej rzeczy człowiek nie mógł wymyślić. Uwielbiam czytać, bo na prawdziwe czytanie nie mam czasu. 
Czasami lubię zastanawiać się nad dziwnymi rzeczami. Np. co dzieje się jak jest zmiana czasu? o której odjeżdżają pociągi i odlatują samoloty mające w rozkładzie odjazd czy wylot o 2:00?
Lubię też zastanawiać się nad rzeczami oczywistymi, takimi które są wokół mnie od zawsze. Jadąc metrem zastanawiam się, o czym teraz myślą ludzie siedzący obok mnie. Czasem patrzę na ich miny i z ich twarzy próbuję wyczytać ich myśli.
Uwielbiam gotować. Kocham nawet! Szczególnie w nocy. Gotuję i patrzę na światła za oknem, obserwuję samochody i puste tramwaje. Zaczynając pisanie tego bloga, gotowanie było dla mnie czarną magią. Teraz jest jednym z najbardziej fascynujących zajęć.
Ostatnio lekarz zapytał mnie co mnie relaksuje, gdyż żyję w dużym stresie i relaksu potrzebuję jak ryba wody. A więc piątkowy wieczór mnie relaksuje. Dlaczego? Dlatego, że jest piątkowym wieczorem. Jutro śpię dłużej. A może wstanę wcześniej, zejdę do sklepu po świeże bułki, zrobię sobie pyszne latte i poczytam gazetkę? Jeżeli marzenia same się nie spełniają, to trzeba im pomóc ;)
It's Friday night. I'm all alone. I need you. Now.

niedziela, 31 października 2010

 
Sara postanowiła zrobić coś ze swoim życiem. Poszła na imprezę z obcymi znajomymi (tak, znajomi też mogą być obcy). Poszła na zakupy, bo podobno kobietom to pomaga w trudnych chwilach. Czy jej pomogło? Chwilowo tak. Później pomyślała, że w ciągu godziny wydała tyle, ile zarabia przez pół miesiąca. Ale cóż, czasem tak trzeba. Zresztą pieniądze, to nie wszystko. Zaplanowała sylwestrowy wyjazd z trochę mniej obcymi znajomymi do całkiem obcego kraju. Zmieniła dietę na lepszą (czyt. zdrowszą). Przekonała się nawet do szpinaku. I jak na samotną kobietę w wielkim mieście przystało, odważyła się zapisać na kurs prawa jazdy. Juhu.

***

Rozmowa Sary z jedną z cioć :]

-Co tam słychać Saro? Jak żyjesz w tej Warszawie? - pyta ciocia pseudotroskliwym głosem, w którym słychać, że chodzi jej wyłącznie o tzw. "sprawy sercowe".
- Może być. Ostatnio zapisałam się na kurs prawa jazdy - sprytnie odpowiada dumna z siebie Sara.
- Na prawo jazdy? W Warszawie?! Dziecko! Życie Ci nie miłe?! - komentuje ciocia w tradycyjny dla siebie sposób.
- No wie ciocia, w sumie to ostatnio niezbyt miłe - odpowiada Sara, licząc na rychłe zakończenie rozmowy.
- Olaboga - kończy rozmowę ciocia.


poniedziałek, 4 października 2010


Rozsypałaś mnie.
Rozsypałam się.
I teraz leżę na zimnym chodniku.
Bezradnie.
Ludzie chodzą obok.
Nie widzą.
Ktoś obcy dał mi klej.
Posklejam swoje kruche ciało.
Posklejam swoją kruchą duszę.
A serce?
Jego nie umiem posklejać sama.
Nadal leży rozsypane.
Bez niego, nie mam siły wstać.

czwartek, 16 września 2010

Jesień zawsze przychodzi niespodziewanie.


Niespodziewanie i w najmniej odpowiednim momencie. Są jednak powody, dla których mogę ją lubić :)
  1. Lubię spać w milutkich skarpetkach. Latem to masochizm, a jesienią jak w sam raz.
  2. Nie muszę codziennie golić nóg :D Latem to obowiązkowa sprawa, jesienią długie spodnie ułatwiają życie.
  3. Czas na grzańce właśnie się rozpoczął. Grzane winko i fajny film w jesienne wieczory... Poezja :)
  4. Jak pojawia się słoneczny i ciepły dzień, to od razu to doceniam i mam dobry humor.
  5. Od dziecka lubię zbierać kasztany. Potem trzymać je w szufladzie pod łóżkiem - to podobno zdrowe ;)
  6. Kolorowe liście na drzewach wyglądają piękne.
  7. Lubię dźwięk deszczu.
  8. Jesień pachnie.
  9. No i te grzyyybyy.
  10. Jesienią się urodziłam.

***
Na angielskim grałam z dzieciakami w grę polegającą na wzajemnym zadawaniu sobie pytań. W pewnym momencie dziewczynka zapytała mnie: What's your best friend's name?
No właśnie... What's my best friend's name? Ostatnio to trudne pytanie.

piątek, 10 września 2010

Nigdy nie paliła. Nienawidziła tego. Nawet nie wiedziała dokładnie jak to się robi. Założyła kurtkę i zeszła do sklepu po paczkę papierosów. Wróciła na balkon. Myślała, że dymem zadusi smutek, żal, rozczarowanie... Myślała, że jak zapali poczuje się gorzej fizycznie i psychiczny ból wyda się mniejszy...
Nie udało się. 


Tak bardzo chciała być zwyczajnie szczęśliwa.


Zgubiłam dziś szalik, który dostałam od Ciebie. I zamiast się zmartwić, ucieszyłam się że tak po prostu straciłam jedną rzecz, która mi o Tobie przypomina... Może jednak los sam o mnie dba.


There's no smoke without fire.
Baby, baby you're a  l  i  a  r.